Autor książki o Leo Beenhakkerze, choć to nie piłka nożna determinuje jego życie. Od lat jego nazwisko pojawia się na sportowych stronach największych tytułów prasowych. Uznał jednak, że żeglarstwo potrzebuje więcej "medialnej" przestrzeni i… stworzył własne pismo – magazyn Wiatr.
Agata Szymborska-Sutton: Jesteś dziennikarzem, który nie tylko z pasją pisze o żeglarstwie, ale który ma także na ten temat wiele do powiedzenia. Czy zacząłeś pisać, bo jesteś żeglarzem, czy też zainteresowałeś się żeglarstwem, bo taką „działkę” dziennikarską Ci przydzielono?
Krzysztof Olejnik: Najpierw byłem żeglarzem. Zacząłem późno, bo dopiero w liceum. Pamiętam moje wiosenne ucieczki ze szkoły. Wsiadałem do autobusu, jechałem do podpoznańskiego Kiekrza, wodowałem łódkę klasy OK Dinghy i pływałem. Środek tygodnia, pustka na jeziorze, a ja wiszę na balaście z zaciśniętymi zębami, jakbym chciał nadrobić stracony czas. Czas, kiedy o żeglowaniu jeszcze nie marzyłem… Ale, niestety, szybko okazało się, że nie ma drogi na skróty. Może dlatego mojego syna wsadziłem na Optimista, gdy miał zaledwie pięć lat.
Szukając w tamtych czasach sponsora na regatową wyprawę trafiłem dzięki przyjacielowi do poznańskiego oddziału Gazety Wyborczej. Jednak jej ówczesny szef zamiast na morze wysłał nas na mecz piłkarski. Bo akurat nie miał kto napisać relacji ze szlagierowego spotkania w ekstraklasie. Zamiast żeglować, zaczęliśmy pisać o futbolu, później o hokeju na trawie, koszykówce… Coraz więcej i więcej. Tak żeglarze-marzyciele zostali pismakami. Z Wyborczej trafiłem do Wprost. Na długich siedem lat. Później na osiem lat do Newsweeka, z którym wciąż mam bliski kontakt.
Twoja najbliższa rodzina jest również mocno związana z wodą…
Najmłodszy brat Wojtek, były zawodnik z klas Europa i Laser, pływa na desce i rozkręca firmę naprawiającą żagle. Drugi z braci, Marcin, prowadzi w Kiekrzu sklep windsurfingowy. Obaj są nieźle zakręceni. Kiedy idą żeglować, wywieszają na bramie tabliczkę z napisem „sklep nieczynny, bo wieje”. Potrafią wstać o czwartej rano, pojechać do Łeby, pożeglować kilka godzin i wrócić do domu na późną kolację.
Teść żegluje po Bałtyku i razem ze szwagrem walczy w regatach modeli sterowanych radiem. To piękna zabawa, i to nie tylko dla młodych. Nasz starszy syn, prawie 12-letni Kuba, żegluje na Optimiście w klubie SEJK Pogoń Szczecin. Na mistrzostwach NSKO w swojej kategorii wiekowej był w tym roku drugi. Ja regatowe trasy dawno już zamieniłem na żeglarskie włóczęgi – od Chorwacji po Mazury, Bałtyk i Zalew Szczeciński. Tak pokrótce wygląda nasze życie z wiatrem…
Dlaczego zdecydowałeś się na wydawanie kolejnego żeglarskiego tytułu – przecież konkurencja na rynku jest dosyć silna. Poza tym w branży wydawniczej kryzys ostro daje się we znaki.
Ktoś mi niedawno powiedział: „Rób tylko to, co lubisz”. I wtedy zapytałem sam siebie: chłopie, co ty naprawdę lubisz? Odpowiedź była bardzo prosta. Lubię pisać o żeglarstwie. Dlatego postanowiłem połączyć dwie pasje: żagle i dziennikarstwo. Tak narodził się pomysł na magazyn Wiatr. Skrzyknąłem przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych, i zaczęliśmy przygotowywać pilotażowy numer gazety. Dobrze znając nasz branżowy rynek szukałem pomysłu na nowe czasopismo. Szukałem takiego, który w największym stopniu gwarantowałby sukces. Dlatego Wiatr będzie pismem bezpłatnym, kolorowym, drukowanym w dużym, gazetowym formacie. Czytelnicy spotkają nową gazetę w marinach, klubach, tawernach, na zlotach żaglowców, na targach, festiwalach szantowych i na regatach. Ci, którzy nie dotrą w te miejsca, będą mogli wejść na stronę www.magazynwiatr.pl i pobrać za darmo pełną wersję gazety w formacie PDF. Dzięki temu nawet żeglarz-emigrant, rezydujący gdzieś w Australii, RPA lub Chile, będzie mógł co miesiąc poczytać o żeglarstwie z polskiej perspektywy. Czytelnicy, którzy wyślą maila na adres prenumerata@magazynwiatr.pl otrzymają co miesiąc maila z elektroniczną wersją czasopisma.
Chcemy tworzyć gazetę popularną, o dużym zasięgu (nakład 20 tys. egzemplarzy). Lekką w odbiorze i dynamiczną. Moim marzeniem jest porwanie czytelnika. Tak jak szkwał porywa nasze łódki, kiedy wprowadza je w ślizg… Mówisz, że kryzys daje się we znaki. Owszem, czasy są trudne. Nikt nie obiecywał, że błędzie łatwo. Ale damy radę. Praca idzie pełną parą. Dopracowujemy system dystrybucji. Lada dzień opublikujemy cenniki reklam i wymagania techniczne dla reklam. Przygotowujemy prezentację dla domów mediowych. Przez natłok pracy nawet opuściłem się w pisaniu na stronę MyŻeglarze.pl.
Czym zamierzasz przekonać żeglarzy do nowego tytułu? Czym Wiatr może przestraszyć lub zaskoczyć konkurencję?
Nikogo nie chcemy straszyć. Redaktorzy istniejących na rynku czasopism to moi bardzo dobrzy znajomi. Spotykamy się tu i ówdzie i dyskutujemy o wspólnej pasji. Wierzę, że nowy, bezpłatny magazyn poszerzy czytelnictwo. Że trafi nie tylko do czytelników Żagli, ale także do tych, którzy dotąd nie kupowali żadnej z istniejących gazet.
Żeglarzy chcemy przekonać do nowego tytułu przede wszystkim rzetelnym, niezależnym dziennikarstwem. Będziemy poszukiwać nowych, nieodkrytych tematów. Szybko reagować na nowe trendy. Chcemy też tworzyć pismo użytkowe i jak najbardziej aktualne. Formuła gazety daje nam takie możliwości. Gdybyś widziała, z jaką prędkością śmiga maszyna w naszej drukarni… Cały nakład będziemy drukować w godzinę!
Miesięcznik będzie bezpłatnym wydawnictwem. Tymczasem wielu czytelników z góry zakłada, że to, co rozdawane za darmo, musi mieć gorszą jakość. W jaki sposób pokonasz ten stereotyp?
Na poznańskich targach Boatshow pilotażowy numer gazety w wersji drukowanej zostało bardzo ciepło przyjęty przez wystawców i gości. Niektórzy nie mogli wręcz uwierzyć, że magazyn będzie całkowicie bezpłatny. Będziemy drukować Wiatr na ulepszonym papierze gazetowym. Pismo będzie zszyte, estetycznie. Projekt graficzny Bogusława Lepieszy pozwala na tradycyjne lub bardziej nowoczesne budowanie kolejnych kolumn. Nie zgadzam się z opinią, że gazeta bezpłatna musi być gorsza. W Skandynawii czasopisma bezpłatne są stałym elementem miejskiego krajobrazu. W największych francuskich miastach ukazują się bezpłatne gazety o kulturze. I są naprawdę piękne. Do magazynu Wiatr będziemy dołączać inserty, czyli dodatki – to bardzo atrakcyjna forma reklamy dla przyszłych partnerów, którzy chcieliby zaprezentować swoją ofertę w innej formie. Mamy też możliwość foliowania każdego egzemplarza gazety. Zrobimy wszystko, by Wiatr był pismem atrakcyjnym nie tylko w treści.
Druk tego typu tytułu to ogromne finansowe przedsięwzięcie – koszty autorów, redakcji, papieru, druku, zdjęć. Z drugiej strony – wydatki firm na reklamę, wpływy z której równoważyłyby redakcyjny budżet, zostały drastycznie obcięte. Nie boisz się, że za chwilę nie będzie Cię stać na wydawanie gazety?
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie mam żadnych obaw. Mocno jednak wierzę, że gdy wystartujemy, to od razu na pełnych żaglach, a wtedy trudno będzie ten okręt zawrócić.
Czytelnikom proponujesz bezpłatne, elektroniczne wydanie gazety. Czy nie obawiasz się, że takie posunięcie „pożre” automatycznie liczbę czytelników magazynu w wersji drukowanej?
Robimy przede wszystkim gazetę drukowaną. Wersja elektroniczna w formacie PDF jest tylko jej dopełnieniem, pozwalającym na poszerzenie kręgu odbiorców. Dzięki tej formie dystrybucji Wiatr będzie gazetą dostępną na całym świecie. Oczywiście może zdarzyć się tak, że czytelnik z Warszawy lub Gdańska najpierw rzuci okiem na plik ściągnięty z naszej strony internetowej, a po chwili otrzyma w sklepie lub klubie wersję drukowaną. Nie wyobrażam sobie jednak, że można czerpać przyjemność z czytania długich tekstów i reportaży na ekranie komputera. Nawet z laptopem nie możesz wygodnie usiąść przy kominku, rozłożyć się na hamaku. Widziałaś kiedyś żeglarza, który w weekend na pokład jachtu zabiera komputer, by śledzić wspomnienia z wyprawy do Chorwacji? Internet z pewnością ma dużą siłę. Osobiście nie wyobrażam sobie bez niego pracy i normalnego życia. Doskonale sprawdza się w publikacji krótkich newsów, na przykład wyników z regat. Ale przekrojowy materiał publicystyczny szybciej obroni się w druku.
Kiedy pojawi się pierwszy numer i co ciekawego zaproponujecie w nim czytelnikom?
Startujemy wiosną. To najlepszy moment na debiut żeglarskiego czasopisma. Dziś w imieniu swoim i zespołu mogę powiedzieć, że pracujemy nad gazetą, obok której trudno będzie przejść obojętnie.
A zatem trzymamy Cię za słowo…

