Imprezy:
Wyszukiwarka:

Pocztówka z Lofotów: część 4

Tomasz Piątek, dodano 20 sie 2010 12:58, 2 komentarzy

na kotwicy w Selfjordzie (fot. Jerzy Michniewicz)

Przede wszystkim przepraszam za tak wielkie opóźnienie - to już prawie dwa tygodnie od ostatniej pocztówki. Niestety (a może stety - w końcu jesteśmy na wakacjach) z bezprzewodowym Internetem w Norwegii jest słabo. Myślę sobie, że ta relacja mogłaby być tak naprawdę tylko i wyłącznie na temat naszych perypetii "tromsońskich", bo działo się tam wiele ciekawego... Ale postaram się jednak przedstawić pełen obraz naszej wyprawy od czasu ostatniej relacji z Narwiku.

Po Narwiku właśnie, udaliśmy się nad przybliżone koordynaty wraku ORP "Grom", żeby złożyć symboliczny kwiatek dla polskich marynarzy walczących w norweskich fiordach. Stamtąd popłynęliśmy do pobliskiego Ankenes, dalej kontynuując historyczny wątek naszej wyprawy poprzez spacer na cmentarz, gdzie spoczywają członkowie Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Wydaję mi się, że warto czasem dowiedzieć się trochę o historii odwiedzanych portów, bo nadaje to wtedy zupełnie nowy wymiar oglądanym miejscom...

Następnym naszym celem było wspomniane na początku Tromsoe - o którym wiele się naczytaliśmy i czekaliśmy na nie z wypiekami na twarzy. We wszystkich przewodnikach i broszurach najczęściej pojawiającym się przymiotnikiem było "przyjazne" - jako że podobno zaskakiwało wszystkich podróżników arktycznych swoim ciepłym i otwartym nastawieniem. Możecie się więc domyślać jak było naprawdę... Pierwsza marina - oficjalna i miejska - okazała się być w remoncie. Prysznice oferował pobliski hotel w atrakcyjnej dla polskiego turysty cenie 50 NOK. Ponadto za sam postój to przyjazne norweskie miasto życzyło sobie kolejne 225 NOK-ów, więc stwierdziliśmy że to nie są ceny na naszą kieszeń i popłynęliśmy do wcześniej zauważonej kei pontonowej przy muzeum Polaria. Tutaj zastaliśmy brak jakichkolwiek sanitariatów (w centrum był chociaż otwarty miejski pisuar) i zamykaną na noc furtkę przy pomoście. Nie zrażeni tymi incydentami skierowaliśmy się w stronę kolejnej, trzeciej już mariny, która położona była za mostem łączącym dwie strony miasta. Tam nie zdążyliśmy nawet odkryć prawdopodobnego braku sanitariatów, jako że jeszcze przez wsunięciem się w y-bom delikatnie spoczęliśmy na mieliźnie. Ale nie myślcie sobie że to koniec! Już nieco zrezygnowani, stwierdziliśmy że staniemy jednak przy kejach miejskich. Tromsoe miało jednak odpowiedź i na to - chcąc zawrócić i przepłynąć z powrotem na drugą stronę mostu, między przęsłami trafiliśmy na blisko pięciowęzłowy prąd w przeciwną stronę - więc nawet księżyc był przeciwko nam... Od tej chwili jednak przestało już nam chyba zależeć na szybkim zacumowaniu (kręciliśmy się wzdłuż wyspy Troms od trzech godzin) i zaczęły nam dopisywać wyśmienite humory, jakby na przekór przeciwnościom. Popłynęliśmy więc do skierowanej kilka mil na północ mariny opisywanej w locji jako "atrakcyjna", która jednak okazała się raczej przechowywalnią łódek dla miejscowej ludności, gdzie wejście na każdą keję jest zamykane. Szczęśliwie jednak udało nam się jakoś sforsować barierę i odnaleźć ukryty mały biały domek z toaletą. W pełni już usatysfakcjonowani spędziliśmy tam noc, żeby nazajutrz podpłynąć z powrotem i eksplorować miasto.

Żeby jednak już skończyć to narzekanie, to samo Tromsoe okazało się naprawdę bardzo ciekawym i atrakcyjnym miastem (chyba że przypływa się do niego jachtem). Najbardziej do gustu przypadło nam chyba nowoczesne muzeum Polaria o faunie i florze Arktyki, w którym tresowane foki wykonują takie same sztuczki jak nasze rodowite helskie osobniki. W trakcie dnia rozdzieliliśmy się i każdy oglądał co innego - browar Macka, trochę starsze Polarmuseet czy też kosztował szynki z wieloryba (mniam) i foki (ble). Sama atmosfera miasta sprawiła na nas jednak pozytywne wrażenie - w Tromsoe widocznych jest bardzo wiele młodych ludzi, a wszystkie puby i kawiarnie są przepełnione gwarną klientelą. Gdyby nie nasze perypetie cumownicze, z pewnością byłby to jeden z najjaśniejszych punktów wyprawy.

Tromsoe było najdalej na północ wysuniętym punktem podczas naszego rejsu, więc stamtąd zaczęliśmy naszą wędrówkę powrotną. Na niej pierwszym przystankiem było Andenes położone na wyspie Andoya. Dlaczego? To stąd odbywa się najwięcej tak zwanych "hvalsafari", czyli rejsów turystycznych podczas których można zobaczyć z bliska wieloryba. Lekki peszek jednak nas nie opuszczał - sama wioska przywitała nas deszczem, a w nocy bardzo się rozwiało - a jak się okazuje, wieloryby nie lubią prężyć muskułów w dużych falach. Po burzliwej naradzie postanowiliśmy przeczekać jeden dzień i nazajutrz wyruszyć na poszukiwania. Tak zrobiliśmy i okazało się to dobrą decyzją. Z Andenes wyszliśmy rano i przy cały czas sporej fali skierowaliśmy się w stronę szelfu kontynentalnego. Godzina wyczekiwania w napięciu i nagle na horyzoncie pióropusz wody. Podpływamy i jak się okazuje mamy mnóstwo szczęścia - kilkunastometrowy wieloryb drzemie sobie na powierzchni wody, od czasu do czasu prychając leniwie. Podpłynęliśmy do niego na mniej więcej 2-3 długości jachtu, kiedy się obudził, przeciągnął i zanurkował pokazując nam na koniec swoją przepiękną płetwę... Była to z całą pewnością chwila, którą zapamiętamy na długo...

Po Andenes był jeszcze chwilowy postój w Toften zaraz obok Sortlandu - planowane głównie w celach higienicznych, czyli pralka i prysznic. Tutaj też jednak czekała na nas miła niespodzianka - odezwała się do nas załoga Polskiego Haka (o którym wspominałem w poprzednich relacjach), która właśnie wracała ze Svalbardu. Szybko porozumieliśmy się i w godzinach rannych rzucili kotwicę na zewnątrz małej marinki w której staliśmy. Po krótkiej podróży pontonem dotarliśmy na pokład, gdzie zostaliśmy ugoszczeni herbatą i opowieściami z Północy, a nasze nadmiarowe budynie, majonez i ryby w puszce wymieniliśmy na świeże warzywa i owoce.

No i prawie już dotarłem do momentu, w którym jesteśmy teraz - bo z Sortlandu wyszliśmy dalej w stronę południową. Sam przelot był jednak całkiem ciekawy, bo mieliśmy w końcu okazję przetestować nasz zestaw na cięższe warunki - fok sztormowy i grot na dwa refy. Okazał się on zresztą cały czas nieco za duży, bo z wiatrem sięgającym w szkwałach 7 stopni w skali Beauforta płynęliśmy przez chwilę prawie 8 węzłów! Wieczorem uspokoiło się nieco, weszliśmy więc do znanego Trollfjordu, w którym podobno wielkie promy obracają się tak, że z pokładu można dotknąć jego ścian. Stanęliśmy sobie przy drewnianym pomoście elektrowni wodnej, żeby zaczekać na świt. I rzeczywiście, w porannym słońcu wysokie skały fiordu wyglądały naprawdę imponująco.

No i ostatni krótki przelot, cokolwiek jednak symboliczny, bo w końcu wkroczyliśmy na wody Lofotów, czyli naszego blisko rocznego upragnionego celu. I uwierzcie, jest tu naprawdę pięknie. Majestatyczne, postrzępione skały wpadające gwałtownie do wody, zielone lasy zdobiące podnóża gór i szybujące nad nami orły. Ciężko to opisać, więc po prostu polecam Wam wszystkim odwiedzenie Lofotów.

Teraz stoimy w Henningsvaer, nazywanym "Wenecją północy". I o ile zazwyczaj w takich określeniach jest sporo przesady, to tym razem coś w tym jest. Kilkanaście małych wysepek połączonych mostkami, niska drewniana zabudowa - wszystko to stwarza bardzo specyficzną, unikalną atmosferę. Będziemy tu stali pewnie tylko do wieczora, bo czas nas goni coraz bardziej, a jeszcze tyle do zobaczenia. Następny przystanek na wyspie Vestvagoy, gdzie planujemy spacer do klasztoru cystersów, w którym według naszych informacji przebywają polscy zakonnicy. Liczymy na świeże warzywa :]!

Ten odcinek relacji zdominowały przede wszystkim opisy odwiedzanych miejsc - mam nadzieję że nie zanudziłem Was bardzo. Następnym razem postaram się napisać trochę więcej o różnych przemyśleniach na tematy żeglarskie i okołożeglarskie, bo uwierzcie mi że podczas takiego długiego rejsu ma się ich bardzo wiele. Teraz już jednak kończę, bo czasu mało a i szczerze mówiąc nie bardzo mam ochotę siedzieć przed komputerem gdy wokół jest tak ładnie!

Pozdrawiamy,
Czwartek i załoga Naszego Domu

Dodaj do: Wykop
Podobało się?
Zakręć sterem
6
Masz informację, którą chciałbyś podzielić się ze społecznością MyZeglarze.pl?
Wyślij SMS lub MMS na numer: 722 500 500 lub mail na adres: redakcja@MyZeglarze.pl
Komentarze(2)
profil usunięty profil usunięty - 21 sie 2010 08:59
Aż miło podziwiać relację, co dopiero sam rejs! Sama dopłynęłam na Fiordy Norweskie w tym miesiącu. Piękny kawałek Ziemi! :) Żal było zawracać - na za rok więc już planuję znów Norwegię - jeszcze dalej na północ. A wasze zdjęcia tym bardziej mobilizują... :) dzięki za szczegóły! I udanej dalszej podróży życzę. Pzdr
Emilka Nosowicz Emilka Nosowicz - 29 sie 2010 19:01
A mi nie przeszkadza brak przemyśleń żeglarskich - wręcz przeciwnie! ;) Ściskam was !
Dodaj komentarz:
UWAGA: Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!!
Projekt współfinansowany w ramach Działania 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.
Fundusze Europejskie - dla rozwoju innowacyjnej gospodarki.