Sztorm i powódź na Pomorzu od 12 do 14 października
Nigdy jeszcze podczas sztormu nie utonęło i zostało zniszczonych w pomorskich portach i przystaniach tyle jachtów i motorówek. Prasa tradycyjna i internetowa jak dotąd praktycznie przemilczała ten aspekt skutków sztormu.
Zalane Żuławy, ewakuacja Wyspy Nowakowskiej, lokalne podtopienia w Gdańsku, i znaczne w Elblągu, zniszczona ostroga Mola w Sopocie i Brzeźnie, sztrandowanie stateczku w Pucku, zatopione i zniszczone jachty i motorówki w Górkach Zachodnich, Pucku, Gdyni i Kątach Rybackich to efekty działań żywiołu.
Zaczęło się niewinnie – komunikatem meteorologicznym z ostrzeżeniem przed silnym wiatrem w dniach 13-14 października. „Przewidywany jest wiatr z północy o prędkości początkowo 50 do 70 km/h, w nocy wzrastający szybko do 90 km/h, a w porywach powyżej 130 km/h. Możliwe skutki to zrywanie dachów, niszczenie linii napowietrznych, duże szkody w drzewostanie i znaczne utrudnienia w komunikacji”.
Fale wpadające na molo w Brzeźnie - fot. Piotr Salecki
Pospolite ruszenie na przystaniach
W portach jachtowych Pucka, Gdyni i Górek Zachodnich, a także nad Zalewem i w Elblągu bosmani i armatorzy pilnowali jachtów. Niestety, nie wszędzie jednakowo aktywnie i z zapałem. Choć to wydaje się nieprawdopodobne, były miejsca, gdzie nikt się nie przejął losem obijających się o nabrzeża jachtów.
Cofka
Największym problemem był wiatr wiejący prostopadle do brzegu. Spowodował on tak zwaną „cofkę”, czyli wpychanie wody z morza do ujść rzek, chwilowe odwrócenie kierunku prądu i w konsekwencji spiętrzenie wód w miejscowościach położonych nawet daleko od morza.
Po uspokojeniu wichury niewiele w mediach można było przeczytać i zobaczyć o szkodach poniesionych przez żeglarzy i wodniaków. A przecież na Pomorzu zatonęło w portach lub zostało poważnie uszkodzonych kilkadziesiąt jachtów, a drugie tyle odniosło mniejsze uszkodzenia!
Zatopiony jacht w Kątach Rybackich - fot. Piotr Salecki
Puck. Port jachtowy w Pucku.
Statek pasażerski w nocy, po uderzeniach w keję, zaczął nabierać wody. Problemy statku zaczęły się już w nocy z wtorku na środę, gdy silny wiatr i fale przechylały go na boki. Iwa zderzała się z nabrzeżem i tak powstały dziury w kadłubie, przez które wlewała się woda. Z pomocą przyszli puccy strażacy, którzy na pokład wnieśli pompy. Po południu do portu zawitał potężny dźwig i dopiero w ten sposób udało się wyciągnąć Iwę na brzeg. Olbrzymie fale oraz urwanie pływających pomostów spowodowały zatopienie w puckich portach kilku jachtów żaglowych i motorowych.
Gdynia
Obyło się bez większych strat. W ostatniej chwili zauważono, że pękają zamocowania pływającego pomostu, gdzie zacumowane są jachty. Zamocowania zostały w ostatniej chwili wzmocnione linami.
Plaża i wejście do Nowego Portu - fot. Piotr Salecki
Sopot – Molo
Jego ostroga (a nie - jak podały niektóre serwisy internetowe - całe Molo) została po raz kolejny zniszczona przez żywioł. Wstęp na Molo jest zakazany od środy, pomimo tego w czwartek około godziny 16 jedna z osób zmyliła czujność policji i wbiegła na Molo. Razem z podążającym za nią policjantem została zmyta do wody. Obu uratował patrol WOPR. Niektóre serwisy podają jednak, że nikt nie wpadł do wody. Patrol WOPR wyciągnął z wody także żądnego wrażeń kitesurfera. Na marginesie - ja się pytam dlaczego? Jeśli ów kitesurfer ma ochotę latać, dlaczego mu tego zabraniać? Wystarczyłoby poinformować go, że warunki są ekstremalne (jakby sam tego nie widział!) i że jeśli spowoduje akcję ratunkową - słono za to zapłaci, bo wypłynął mimo ostrzeżeń...
Brzeźno - Molo
Molo zostało zamknięte dla turystów w środę około godziny 17.00, a wieczorem zamknięto także cały pas plaży. Fale w wielu miejscach zaczęły przelewać się przez wydmy. Tymczasem w spienionych falach przyboju przez kilka godzin trenowali kajakarze ze studenckiego klubu "Morzkulc". Tym razem w okolicy nie było nadgorliwego patrolu WOPR-u…
Górki Zachodnie
W Narodowym Centrum Żeglarstwa, AZS-ie i AKM-ie było w miarę spokojnie. Fala nie miała gdzie się „wybudować”, osłaniał brzeg. Największy problem miały jachty cumujące do stałych kei. Przy wzroście poziomu wody odbijacze wyskakiwały na nabrzeże, cumy zsuwały się z polerów cumowniczych. Hotel „Galion” osłaniał od strony wody półmetrowy murek z cegieł, mający tylko niewielkie „prześwity” dla pieszych. Po „zamknięciu” ich workami z piaskiem woda wprawdzie przelewała się po nabrzeżu, ale nie zalała budynku.
Największe straty ponieśli armatorzy w Jachtklubie Conrada. Rozpędzone przez cała długość rozlewiska Wisły Śmiałej fale uderzały ze straszliwą siłą w niczym nie osłonięte pomosty i ustawione – najczęściej burtą do fali jachty. Straszliwa siła wiatru i fali spowodowała taniec jachtów, którego nikt ani nic nie było w stanie powstrzymać. Rwały się cumy, dryfowały bojki, jachty wpadały na siebie, sztrandowały na brzeg i tonęły. Zniszczeniu uległo około dziesięciu jednostek. Po uspokojeniu wichury wezwano na pomoc dźwig pływający, który przez kilka godzin podnosił zatopione i wyrzucone na brzeg jachty, a potem odpłynął z jednym z jachtów na pokładzie.
Gdańsk Stare Miasto - Motława
Wysoka woda spowodowała lokalne podtopienia i zalanie niższych bulwarów spacerowych - m.in. przystani promu dowożącego turystów na Wyspę Ołowiankę i do Muzeum Morskiego oraz przystani białej floty przy Zielonej Bramie. Wszędzie poziom wody był wysoki i miejscami niewiele brakowało do przelania się przez wyższe nabrzeża.
Zalana droga na Mierzeję
Fale przerwały na kilka godzin komunikację na Mierzei Wiślanej w okolicy Kątów Rybackich. Po tym sensacyjnym doniesieniu agencje i portale na ogół przemilczały iż "odcięta od świata” Mierzeja miała drogę już po kilku godzinach przejezdną, dzięki objazdowi przez las. Okresowo zalewane były odcinki drogi z Elbląga do Tolkmicka prowadzącej wzdłuż Zalewu Wiślanego w okolicach Suchacza.
Członkowie klubu "Morzkulc" mieli idealne warunki do treningu - fot. Piotr Salecki
Porty nad Zalewem Wiślanym.
We wszystkich południowych portach Zalewu, przede wszystkim w Nowej Pasłęce, Fromborku, Tolkmicku, Suchaczu i Nadbrzeżu nastąpiły miejscowe podtopienia, niektóre falochrony zostały zalane, a woda dotarła na sąsiadujące z portami ulice. W Kątach Rybackich od uszkodzeń spowodowanych uderzeniami o nabrzeże zatonął jacht.
Żuławy. Cofka powoduje powódź
We wszystkich rzekach w okolicy Elbląga - Elblążce, Tudze, Szkarpawie, Nogacie wystąpiło w zróżnicowanym stopniu zjawisko tzw. cofki - wpychania wody z Zalewu lub Zatoki przez silny wiatr i falę w koryta rzek, powodujące jej nagłe spiętrzenie. Wyjątkowe było zdarzenie w Nowym Dworze Gdańskim, gdzie upadające na brzeg drzewo pociągnęło za sobą pryzmę ziemi, a na niej jacht. Zjawisko cofki, choć bez tak groźnych skutków, wystąpiło także w Gdańsku.
Z Wyspy Nowakowskiej ewakuowano kilkaset osób. Kilkadziesiąt także z Rybiny, Nowego Dworu Gdańskiego i Elbląga. Szkarpawa w Osłonce przerwała wał przeciwpowodziowy i zagrażała stacji pomp. Woda przerwała bądź naruszyła także wały przeciwpowodziowe w miejscowościach Kobyla Kępa, Sztutowska Kępa, Grochowa, Kąty Rybackie, Chełmsk oraz Tujsk.
Po sztormie wysoka woda spływając wartkim potokiem otworzyła śluzy na Nogacie i Szkarpawie, płynąc z Żuław do Wisły, która jednak nie groziła wylaniem.
Trójmiejskie plaże po nawałnicy - fot. Piotr Salecki
Elbląg
Zostało zalanych kilkanaście ulic i kilkadziesiąt domów. Wysoki stan wody spowodował alarm w portach i przystaniach jachtowych, gdzie bosmani przy pomocy "pospolitego ruszenia" właścicieli pilnowali jachtów i dozorowali grożące zerwaniem pływające keje. Na ulicy Radomskiej powódź zniszczyła całkowicie nawierzchnię ulicy, wyłączając ją z użytkowania na wiele dni. W samym Elblągu ucierpiało stosunkowo niewiele jachtów.
Linki do sztormowych filmów i galerii zdjęć - klikamy

