Imprezy:
Wyszukiwarka:
Autor
Wypowiedź
 avatar
Gdańsk, Polska
22 wrz 2009 21:06
Doping dżumą naszych czasów

Po przedstawieniu gości Sławomir J. Chodor wprowadził uczestników dyskusji oraz słuchaczy w temat debaty. Majowe spotkanie dotyczyło wstydliwego i ważnego tematu, jakim jest doping. Na samym wstępie moderator podkreślił, że sport już w swojej definicji zawiera dążenie do sięgnięcia granicznych możliwości ludzkiego organizmu i pokonywania ich. Prezes Fundacji NAVIGARE zacytował łacińskie przysłowie – Citius, altius, fortius. To właśnie sportowcy często chcą szybciej, wyżej, mocniej. Coraz częściej zdarza się, że nie wystarcza im talent, praca i wytrwałość. Chcą iść na skróty. Pragną jak najszybciej - i często nieuczciwie - zdobywać najwyższe trofea. Jak podkreślił Sławomir J. Chodor – Idea olimpizmu to coś więcej niż rywalizacja. To uniwersalne wychowywanie poprzez sport. Rzeczywistość jest jednak inna. Doping to nie wymysł XX czy XXI wieku. Istnieje tak długo jak istnieje sport, jednak w dzisiejszych czasach nasiliła się skala tego zjawiska.

Równość szans
Andrzej Person podkreślił, jak ważna dla ludzi sportu jest rywalizacja i chęć stanięcia na podium. - Jako dziennikarz byłem na 11 Olimpiadach, ale oddałbym je wszystkie dla jednej, na której uczestniczyłbym jako zawodnik. Chęć zwyciężania jest ogromna. Talenty są jednak rozłożone nierówno i poszukujemy drogi na skróty. Jednocześnie senator podkreślił, że jest bardzo surowy w swoich poglądach na doping w sporcie – Istotą rywalizacji jest równość szans – jeżeli jej nie ma, sport traci sens. Person przywołał przykład z życia. Podczas igrzysk w Atenach wraz ze znajomym trenerem rzutu dyskiem, oglądając walkę o medal, właśnie w tej dziedzinie pan Andrzej poprosił owego znajomego o wytypowanie zwycięzcy. Specjalista od rzutu dyskiem wskazał litewskiego zawodnika, zapewniając, że jest najlepszy. Jednak Litwin zajął dopiero czwarte miejsce. Rozczarowanie trwało krótko, ustępując miejsca zdziwieniu, albowiem w niedługim czasie trzej pierwsi dyskobole zostali zdyskwalifikowani z powodu zażywania środków dopingujących. - Jak bardzo byłoby niesprawiedliwe, gdyby nieuczciwi zawodnicy nie zostali złapani na oszustwie i zdyskwalifikowani. Dopóki istnieje walka z dopingiem, dopóty sport ma sens.

Motywy
Henryk Urbaś powołał się na ankietę przeprowadzoną wśród polskich sportowców, w której podstawowym pytaniem było: dlaczego stosują doping? Odpowiedzi zdziwiły większość słuchaczy. Na pierwszym miejscu była presja, jaką wywołują na sportowcach dziennikarze. Zawodnicy boją się porażki, szczególnie po wielkich sukcesach. Media są wtedy bezlitosne i wytykają każdy gorszy sezon.
Na drugim miejscu znalazła się presja ze strony trenera, domagającego się coraz lepszych wyników i dopiero na następnym – kwestie finansowe. - Nastąpiła komercjalizacja sportu. Dziś prawdziwego sportu już nie ma. A doping to dżuma sportu XX i XXI wieku – podsumowuje Urbaś.
Dziennikarz zwrócił się z pytaniem do Mariusza Czerkawskiego, jako sportowca wyczynowego – międzynarodowego zawodnika, uczestnika Igrzysk Olimijskich w 1992 roku – czy korzystanie z dopingu to faktycznie wynik presji ze strony mediów czy kwestia wielkich pieniędzy? Jak sportowcy patrzą na doping i czy nie odstraszają ich, np. zgony sportowców biorących nielegalne anaboliki?
Znanego polskiego hokeistę, jako jedynego ze zgromadzonych, wyniki ankiety nie zaskoczyły - Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po zadaniu pytania, o to dlaczego sportowcy decydują się na doping, były właśnie media, ale również zyski, ambicje, chęć bycia lepszym. Czerkawski podkreślił wcześniejsze słowa: aby sport miał sens, muszą być zapewnione równe szanse. - Najważniejsze powinny być talent, praca, dyscyplina, determinacja, oczywiście po drodze jeszcze łut szczęścia, ale nie nielegalne dopalacze. Sportowiec przywołał przykład ligi NHL w Ameryce Północnej, w której testy antydopingowe są dziś obowiązkowe. Jest to najlepszy sposób walki z dopingiem.

Problemy komisji antydopingowej
Henryk Urbaś poruszył temat osób odpowiedzialnych za tworzenie i rozprowadzanie nielegalnych środków wspomagających. Im więcej ludzi pracuje nad wykryciem oszustwa, tym więcej i intensywniej pracuje się nad farmakologicznymi dopalaczami. Czy nie jest tak, że ten dystans się zwiększa? Czy nadążamy za innowacyjnością i nowoczesnością dopingu?

Dariusz Błachnio, ekspert w walce z dopingiem, wyraził zdanie, że doping nie ucieka aż tak daleko antydopingowi.- Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie ma najmniejszego problemu w wykryciu w moczu lub krwi niedozwolonych substancji – mówi. Problem jest gdzie indziej. Największa trudność tkwi w koordynacji działań wszystkich podmiotów, których doping dotyka: lekarzy sportowców, trenerów, komisji antydopingowych na całym świecie, ośrodków i władz sportowych. Brak współpracy w zakresie logistyki wykonywania badań i strategii działania. Powinniśmy wiedzieć, gdzie trenują sportowcy, jaki mają terminarz. Musimy ich zaskakiwać w różnych częściach świata – dodaje Błachnio. Dyrektor podaje przykład Marion Jones, której udowodniono stosownie dopingu w latach 1999 - 2007 i odebrano wszystkie tytuły. W tym czasie przeprowadzono 160 badań, które nic nie wykryły. Nie chodzi tu o błędne wyniki lub źle wykonane badania, ale o brak współpracy pomiędzy instytucjami sportowymi.
Jeżeli wejdą w Polsce dobrze opracowane, zachodnie testy antydopingowe, wykrywalność może wzrosnąć do 80-90. - Przede wszystkim jednak należy walczyć z dopingiem inteligentnie, tzn. jeszcze raz podkreślam, ważna jest przede wszystkim koordynacja działań – zauważa Błachnio.

W Polsce walka z dopingiem na poziomie informacyjnym jest prawie niewidoczna. Brakuje akcji społecznych. Młodzi sportowcy nie wiedzą, czym grozi zażywanie niedozwolonych środków. W kraju brakuje ośrodków i wyspecjalizowanego personelu, który mógłby odpowiedzieć zawodnikowi na jego pytania i wątpliwości. Tematy społeczne są wypierane przez wydarzenia sportowe. Pamiętamy tylko wielkie afery dopingowe. Brakuje szeroko zakrojonej, długofalowej kampanii informacyjnej, co spowodowane jest małymi nakładami finansowymi ze strony Ministerstwa Sportu.
Jest jednak trochę nadziei – mówi Andrzej Person – bardzo zmieniła się świadomość opinii publicznej. Kiedy przed kilkunastu laty pisałem o dopingu w polskiej kadrze, postrzegany byłem jako zdrajca. Ktoś, kto próbuje zaszkodzić polskiej racji stanu. Byłem napiętnowany przez środowisko sportowe. Teraz odbiór jest uczciwszy. Doping to powód do wstydu.

Brak świadomości
Sławomir J. Chodor porównał ciało sportowca do bolidu Formuły 1 – wokół ma sztab osób pracujących nad jego kondycją – trenerzy, masażyści, psycholodzy, diabetycy, itp. Sportowiec powinien wykonywać ich polecenia, poddawać się opracowanej strategii, być lepszy, szybszy i zdobywać nowe trofea – Dlaczego to nie wystarcza, dlaczego sportowcy sięgają po niedozwolone środki? Czy na pewno potrzebujemy farmakologicznego dopalacza? Czy nie możemy skupić się na tym, co jest zdrowe dla naszego organizmu?

Mariusz Czerkawski twierdzi, że to indywidualna sprawa każdego człowieka, zasad, którymi sie kieruje. Jedni chcą spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie – dałem z siebie wszystko, jestem w porządku. Inni potrafią żyć w stresie, ryzykować karierę, zdrowie i całe życie dla szybszego dojścia do dobrych wyników. Trzeba myśleć, przewidywać, brać pod uwagę konsekwencje swego działania – dodaje hokeista.
Mariusz ma rację – potwierdza Dariusz Błachnio. – Łatwo zauważyć osoby, które próbują manipulować wynikiem. Widać po nich ogromne zdenerwowanie. Trzęsą im się ręce, mylą fakty. Z naszego punktu widzenia popełniają błędy psychologiczne, które łatwo wychwycić.

Konsekwencje korzystania z dopingu mogą być nie tylko zdrowotne. Często po wykryciu dopingu u sportowca, dyskwalifikacji i aferze medialnej, ludziom załamuje się całe życie. Nie tylko kariera, kontrakty, stypendia, ale również życie towarzyskie. Znajomi ze środowiska sportowego nie chcą być kojarzeni z osobą zamieszaną w aferę dopingową. - Załamują się relacje międzyludzkie – dodaje Błachnio – dziwię się, że zawodnicy kuszą się na taki rodzaj wspomagania.
Ciekawym aspektem są sposoby manipulowania testami, np. podstawione osoby pojawiają się na badaniach, albo zawodnicy cewnikują się i wprowadzają obcy mocz. Pojawiły się nawet sztuczne genitalia. Pomysłowość ludzka nie zna granic – Cuda, cudeńka się dzieją, mógłbym Państwu takich historii opowiedzieć dziesiątki – oburza się spec od dopingu.

Młodzież a doping
Sławomir J. Chodor zapytał młodzież obecną na spotkaniu, co myślą o dopingu i jaka jest świadomość problemu wśród młodych sportowców.

Kilka opinii gimnazjalistów daje smutny wniosek, że młodzi nie myślą o przyszłości ani o konsekwencjach. Liczy się wynik dziś, obecne sukcesy. A idolem jest Pudzian – wielki, medialny i zarabiający ogromne pieniądze. Jak widać brakuje sportowych autorytetów wśród polskiej młodzieży oraz informacji, która dotrze do najmłodszych i uczuli ich na nielegalny doping.
Polskiej komisji antydopingowej nie wystarcza pieniędzy i wyspecjalizowanego personelu do skutecznego działania. W naszej komisji pracują 4 osoby, w australijskiej 60, w amerykańskiej 40 – mówi jej szef, Dariusz Błachnio. - Potrzebny jest sprzęt oraz zorganizowana, długofalowa kampania społeczna, uświadamiająca konsekwencje dopingu – dodaje.

Sławomir J. Chodor zakończył spotkanie pięknym zdaniem, przywołując postacie sportowców z filmu „Rydwany ognia” – Tylko sportowcy walczący fair, to prawdziwi bohaterowie.


 avatar
Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław, Szczecin...
07 lut 2010 17:36
Gdzie odbywają się te spotkania ? Nie złapałem specjalnie. Są wirtualne ?
Projekt współfinansowany w ramach Działania 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.
Fundusze Europejskie - dla rozwoju innowacyjnej gospodarki.