Imprezy:
Wyszukiwarka:
Autor
Wypowiedź
W czerwcu tego roku podjąłem się pracy na rzecz morskich spraw Gdańska. Kiedy kilka dni temu pojawiła się w Gazecie Wyborczej moja wypowiedź na ten temat, na wielu forach wybuchły dyskusje. Cieszę się. O to mi właśnie chodziło...
W sprawie kładki nad Motławą potrzebny jest dialog. Tak w skrócie można ująć moje stanowisko w sprawie budzącej tak wiele emocji inwestycji w Gdańsku.
O tym, że sprawa kładki nad Motławą leży na sercu wielu żeglarzom, przekonałem się po poniedziałkowym sprawdzeniu mojej poczty elektronicznej, a więc tuż po artykule w „Gazecie Wyborczej” z dn. 25 września pt. „Kusznierewicz namówi do kładki?”. Ponieważ już sam tytuł sugeruje, że jestem zwolennikiem kładki, w gdańskim środowisku żeglarskim zagotowało się: „Jak to, Mateusz staje przeciw nam?” Spieszę jednak zapewnić, że w sprawie kładki jestem dzisiaj… po „niczyjej” stronie. Prawda jest taka, że ta kładka nam, żeglarzom, nie jest potrzebna. Powiem więcej: kiedy powstanie, na pewno będzie jakąś przeszkodą. Większą czy mniejszą, to już wyniknie z efektów rozmów i decyzji, jakie są ciągle przed nami.
Fakt, że jestem ambasadorem Gdańska do spraw morskich, nie przesądza o moim stanowisku w tej sprawie. Sprawa kładki nad Motławą ciągnie się przecież od wielu lat, a ambasadorem jestem od kilku miesięcy. Do czasu otrzymania przeze mnie tego tytułu zapadło wiele decyzji, na które nie miałem wpływu. Co więcej, w dalszym ciągu proces decyzyjny odbywa się poza mną. Ja mogę być tylko moderatorem dyskusji w tej sprawie, próbować sprawić, by strony – przedstawiciele miasta i środowisko żeglarskie – prowadziły w tej sprawie konstruktywny dialog, a nie bezowocny spór.
Uważam, że należy spokojnie rozważyć wszelkie „za” i „przeciw” (na szczęście jest jeszcze na to czas), w tym także proponowane rozwiązania alternatywne – jak choćby połączenie promowe czy tunel. W najbliższym czasie mam zamiar spotkać się w tej sprawie z przedstawicielami gdańskiego środowiska żeglarskiego. O terminie i miejscu spotkania poinformujemy na łamach portalu zalewwislany.pl
Pozdrawiam,
Mateusz
W sprawie kładki nad Motławą potrzebny jest dialog. Tak w skrócie można ująć moje stanowisko w sprawie budzącej tak wiele emocji inwestycji w Gdańsku.
O tym, że sprawa kładki nad Motławą leży na sercu wielu żeglarzom, przekonałem się po poniedziałkowym sprawdzeniu mojej poczty elektronicznej, a więc tuż po artykule w „Gazecie Wyborczej” z dn. 25 września pt. „Kusznierewicz namówi do kładki?”. Ponieważ już sam tytuł sugeruje, że jestem zwolennikiem kładki, w gdańskim środowisku żeglarskim zagotowało się: „Jak to, Mateusz staje przeciw nam?” Spieszę jednak zapewnić, że w sprawie kładki jestem dzisiaj… po „niczyjej” stronie. Prawda jest taka, że ta kładka nam, żeglarzom, nie jest potrzebna. Powiem więcej: kiedy powstanie, na pewno będzie jakąś przeszkodą. Większą czy mniejszą, to już wyniknie z efektów rozmów i decyzji, jakie są ciągle przed nami.
Fakt, że jestem ambasadorem Gdańska do spraw morskich, nie przesądza o moim stanowisku w tej sprawie. Sprawa kładki nad Motławą ciągnie się przecież od wielu lat, a ambasadorem jestem od kilku miesięcy. Do czasu otrzymania przeze mnie tego tytułu zapadło wiele decyzji, na które nie miałem wpływu. Co więcej, w dalszym ciągu proces decyzyjny odbywa się poza mną. Ja mogę być tylko moderatorem dyskusji w tej sprawie, próbować sprawić, by strony – przedstawiciele miasta i środowisko żeglarskie – prowadziły w tej sprawie konstruktywny dialog, a nie bezowocny spór.
Uważam, że należy spokojnie rozważyć wszelkie „za” i „przeciw” (na szczęście jest jeszcze na to czas), w tym także proponowane rozwiązania alternatywne – jak choćby połączenie promowe czy tunel. W najbliższym czasie mam zamiar spotkać się w tej sprawie z przedstawicielami gdańskiego środowiska żeglarskiego. O terminie i miejscu spotkania poinformujemy na łamach portalu zalewwislany.pl
Pozdrawiam,
Mateusz
Ja może napiszę swoją opinię tak na szybkiego.
Do mariny nie pływam bo w zeszłym roku było tam 5 (słownie pięć) miejsc dla gości, a reszta wykupiona przez rezydentów.
Uważam, że inwestycje na terenach na które ma prowadzić kładka przyniosą zyski liczone w setkach milionów złotych i spowodują dynamiczny rozwój tego rejonu Gdańska. Nie można według mnie przekładać interesów magrinalnie małej grupy społecznej nad rozwój całego miasta.
Porównajmy proporcje.
W marinie może stanąć 60 jednostek (według danych ze strony), połowa miejsc jest zawsze zajęta, pozostaje nam 30. Każdy jacht średnio po 6 osób to daje nam 180 żeglarzy. W Gdańsku żyje ponad 500 000 ludzi a co roku odwiedza go kilka-kilkanaście milionów turystów. z Czego zaledwie tysięczne części na jachtach (a i tak nie mają gdzie stanąć).
Ja nigdy nie przełożę wygody stania raz na ruski rok w centrum nad rozwój mojego miasta.
Do mariny nie pływam bo w zeszłym roku było tam 5 (słownie pięć) miejsc dla gości, a reszta wykupiona przez rezydentów.
Uważam, że inwestycje na terenach na które ma prowadzić kładka przyniosą zyski liczone w setkach milionów złotych i spowodują dynamiczny rozwój tego rejonu Gdańska. Nie można według mnie przekładać interesów magrinalnie małej grupy społecznej nad rozwój całego miasta.
Porównajmy proporcje.
W marinie może stanąć 60 jednostek (według danych ze strony), połowa miejsc jest zawsze zajęta, pozostaje nam 30. Każdy jacht średnio po 6 osób to daje nam 180 żeglarzy. W Gdańsku żyje ponad 500 000 ludzi a co roku odwiedza go kilka-kilkanaście milionów turystów. z Czego zaledwie tysięczne części na jachtach (a i tak nie mają gdzie stanąć).
Ja nigdy nie przełożę wygody stania raz na ruski rok w centrum nad rozwój mojego miasta.
Witam!Ta kładka ma łączyć Stare Miasto z wyspą Ołowianką.Na wyspie mamy Sołdka,Muzeum Morskie oraz Filharmonie.Kładka która ma kosztować ciężkie miliony byłaby niczym innym jak chodnikiem do tych obiektów.Czy jest tam potrzebny tak drogi chodnik?Napewno dyro Filharmoni pomysłodawca tego projektu będzie miał bliżej do starówki i na obiadek.Pozdrawiam.
Nie ma to jak sobie pozrzędzić.
Myślę, że na sprawę trzeba spojrzeć dużo szerzej (a zwłaszcza nie polską mentalnością)
Kładka Będzie czy tego chcemy, czy nie, bo to jedyny sposób na ożywienie tej części miasta. Jak spojrzymy na mapę drogową to aktualnie mamy połączenie tylko i wyłącznie przez most siennicki a to zupełnie nie wystarczy. Aktualnie obserwujemy rozbudowę miasta w stronę nowego portu i dolne miasto też to czeka.
To, co powiedział pan Mateusz jest ważne; potrzebny dialogi kompromis.
Wyobraźmy sobie, że kładka zlikwiduje szpetne statki żeglugi Gdańskiej (które odpływają z pod targu rybnego, a długie pobrzeże traktują jak parking.) a w to miejsce mogłyby stanąć pływające keje a przy nich jachty.
Najlepsza by była zwodzona kładka drogowa łącząca targ rybny z ołowianką.
Spójrzmy na zachodnioeuropejskie miasta. Jak na przykład Kilonia, Lubeka. W tym pierwszym powstał ładny zwodzony mostek, który połączył dwa brzegi fiordu a na dawnych postindustrialnych terenach powstało piękne i nowoczesne osiedle.
Weźmy Kopenhagę; tam nie można stanąć w centrum. Najbliżej centrum jest Wilderplats
Poza tym marina może być tu:
http://maps.google.com/?ie=UTF8&ll=54.351792,18.663819&spn=0.006428,0.01929&z=16
Myślę, że na sprawę trzeba spojrzeć dużo szerzej (a zwłaszcza nie polską mentalnością)
Kładka Będzie czy tego chcemy, czy nie, bo to jedyny sposób na ożywienie tej części miasta. Jak spojrzymy na mapę drogową to aktualnie mamy połączenie tylko i wyłącznie przez most siennicki a to zupełnie nie wystarczy. Aktualnie obserwujemy rozbudowę miasta w stronę nowego portu i dolne miasto też to czeka.
To, co powiedział pan Mateusz jest ważne; potrzebny dialogi kompromis.
Wyobraźmy sobie, że kładka zlikwiduje szpetne statki żeglugi Gdańskiej (które odpływają z pod targu rybnego, a długie pobrzeże traktują jak parking.) a w to miejsce mogłyby stanąć pływające keje a przy nich jachty.
Najlepsza by była zwodzona kładka drogowa łącząca targ rybny z ołowianką.
Spójrzmy na zachodnioeuropejskie miasta. Jak na przykład Kilonia, Lubeka. W tym pierwszym powstał ładny zwodzony mostek, który połączył dwa brzegi fiordu a na dawnych postindustrialnych terenach powstało piękne i nowoczesne osiedle.
Weźmy Kopenhagę; tam nie można stanąć w centrum. Najbliżej centrum jest Wilderplats
Poza tym marina może być tu:
http://maps.google.com/?ie=UTF8&ll=54.351792,18.663819&spn=0.006428,0.01929&z=16
Normalnie wrze ta dyskusja
Dobrze znam ten rejon miasta i szczerze mówiąc nie widzą związku z potencjalnymi inwestycjami w tym rejonie. Jakiego rodzaju miałyby być te inwestycje? Jeżeli chodzi o ilość miejsc w marinie, to zgadzam się, że zrobił się z tego pewnego rodzaju parking strzeżony. Myślę, że takie traktowanie mariny jest dość typowe dla naszego kraju. Na początku jest spektakularny pomysł, trafi się jakaś dotacja, a jak już wiadomość o tej inwestycji zejdzie z pierwszych stron gazet, zostaje pozostawiona sama sobie i nie zawsze funkcjonuje zgodnie z założeniami. Trudno, takich mamy decydentów jakich sobie wybierzemy. Myślę także, że w półmilionowym mieście portowym, z 1000-letnią tradycją możnaby przygtować większą marinę. Tak jak to miasto nie może poradzić sobie z zagospodarowaniem wyspy w centrum, tak też nie może wykorzystać atutu, że leżymy nad morzem.
Nie zgadzam się także ze stwierdzeniem, że pomysłowi dot. kładki przeciwna jest garstka ludzi. Jest większa rzesza, lecz większość z powodu niewielkiej marinyi tak zakłada, że nie warto tam płynąć. Jeszcze jedno pytanie: Jak będzie funkcjonowała biała flota z kładką? Dzisiaj i tak mają dość trudne życie chociażby ze względu duży ruch turystów na kajakach. Nie żebym miał coś przeciwko ale czasami włos na głowie staje jak zapatrzony w zabytki turysta stoi na środku Motławy, a z rogu wypływa katamaran, który aby mógł manewrować musi mieć przecież jakąś prędkość. Itd, itd, W mojej opinii to miasto stoi plecami do morza i chyba zaczyna nawet od niego odchodzić...pozdr. Jacek Chabowski
Nie zgadzam się także ze stwierdzeniem, że pomysłowi dot. kładki przeciwna jest garstka ludzi. Jest większa rzesza, lecz większość z powodu niewielkiej marinyi tak zakłada, że nie warto tam płynąć. Jeszcze jedno pytanie: Jak będzie funkcjonowała biała flota z kładką? Dzisiaj i tak mają dość trudne życie chociażby ze względu duży ruch turystów na kajakach. Nie żebym miał coś przeciwko ale czasami włos na głowie staje jak zapatrzony w zabytki turysta stoi na środku Motławy, a z rogu wypływa katamaran, który aby mógł manewrować musi mieć przecież jakąś prędkość. Itd, itd, W mojej opinii to miasto stoi plecami do morza i chyba zaczyna nawet od niego odchodzić...pozdr. Jacek Chabowski
Chciałbym niniejszym wyjaśnić, że nigdy nie stanąłem po stronie zwolenników kładki przez Motławę. Autor artykułu Gazety Wyborczej Trójmiasto niestety w inny sposób ujął moje słowa, które w rzeczywistości brzmiały jednak inaczej. Powiedziałem wtedy, że nie wiem czy kładka będzie dobrym rozwiązaniem. Zadałem pytanie czy zostały przeprowadzone analizy innych rozwiązań przeprawy przez Motławę w tym miejscu? Takie jak mały prom pasażerski albo tunel. Okazało się, że nie były.
Cieszy mnie jednak fakt, że po wielu staraniach i szeregu naszych spotkań z pracownikami Urzędu Miasta Gdańska, podjęta została decyzja wykonania takiej analizy. Dzięki temu będziemy wiedzieć, czy kładka to najlepsze rozwiązanie.
Chciałbym też dodać, że po zgłębieniu wiedzy w tym temacie i wielu rozmowach z osobami odpowiedzialnymi za ten projekt uważam, że połączenie obydwu brzegów Motławy w tym miejscu wydaje się być potrzebne. Kładka ma nie tylko skrócić dojście do Filharmonii ale również drogę dla pieszych mieszkających w okolicach ulic Angielskiej i Siennej Grobli.
Jednak wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że zbudowanie w tym miejscu kładki może utrudnić komunikację wodną dla jachtów motorowych i żaglowych, które i tak muszą przebyć długą drogę od Westerplatte albo Górek Zachodnich do centrum Gdańska(około 40 minut na silniku).
Jako Ambasador do spraw morskich Gdańska podjąłem się pracy na rzecz rozwoju i promocji żeglarstwa i morskich spraw w Gdańsku. Dlatego będę wspierał tylko najlepsze i mądre rozwiązania.
Przed nami jeszcze długa droga i wiele pracy żeby podjąć dobrą decyzję.
Z żeglarskim pozdrowieniem,
Mateusz Kusznierewicz
Cieszy mnie jednak fakt, że po wielu staraniach i szeregu naszych spotkań z pracownikami Urzędu Miasta Gdańska, podjęta została decyzja wykonania takiej analizy. Dzięki temu będziemy wiedzieć, czy kładka to najlepsze rozwiązanie.
Chciałbym też dodać, że po zgłębieniu wiedzy w tym temacie i wielu rozmowach z osobami odpowiedzialnymi za ten projekt uważam, że połączenie obydwu brzegów Motławy w tym miejscu wydaje się być potrzebne. Kładka ma nie tylko skrócić dojście do Filharmonii ale również drogę dla pieszych mieszkających w okolicach ulic Angielskiej i Siennej Grobli.
Jednak wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że zbudowanie w tym miejscu kładki może utrudnić komunikację wodną dla jachtów motorowych i żaglowych, które i tak muszą przebyć długą drogę od Westerplatte albo Górek Zachodnich do centrum Gdańska(około 40 minut na silniku).
Jako Ambasador do spraw morskich Gdańska podjąłem się pracy na rzecz rozwoju i promocji żeglarstwa i morskich spraw w Gdańsku. Dlatego będę wspierał tylko najlepsze i mądre rozwiązania.
Przed nami jeszcze długa droga i wiele pracy żeby podjąć dobrą decyzję.
Z żeglarskim pozdrowieniem,
Mateusz Kusznierewicz
Zastanawiam się czy pisanie o gdańsku jak o mieście z 1000-letnią tradycją nie jest lekką przesadą.
Jak gadam sobie z ludźmi z innych części Polski (głównie Śląsk) to dochodzę do wniosku, że Gdańsk kojarzony jest ze stocznią, wielkimi statkami i..... rybą.
Co jest jeszcze bardziej dołujące to fakt, że większość młodych żeglarzy z Gdańska jeździ co roku na mazury a nie byli nigdy na jachcie na zatoce.
W tym przypadku ciężko mi myśleć o tak bogatej tradycji.
Z pewną niepewnością stwierdzę, że tradycje żeglarstwa rekreacyjnego w Gdańsku miały początek kilka lat temu, kiedy ilość jachtów prywatnych znacznie przerosła ilość jachtów klubowych.
Jak gadam sobie z ludźmi z innych części Polski (głównie Śląsk) to dochodzę do wniosku, że Gdańsk kojarzony jest ze stocznią, wielkimi statkami i..... rybą.
Co jest jeszcze bardziej dołujące to fakt, że większość młodych żeglarzy z Gdańska jeździ co roku na mazury a nie byli nigdy na jachcie na zatoce.
W tym przypadku ciężko mi myśleć o tak bogatej tradycji.
Z pewną niepewnością stwierdzę, że tradycje żeglarstwa rekreacyjnego w Gdańsku miały początek kilka lat temu, kiedy ilość jachtów prywatnych znacznie przerosła ilość jachtów klubowych.
