Mąciwoda w akcji
Blog ten ma być zapisem wrażeń z żeglowania na s/y "MOONRAKER", w wolnym tłumaczeniu zwanym "MĄCIWODĄ". "MOONRAKER" to łódka międzynarodowej klasy J/80, zwodowana w roku 2009. Jej załoga (zwana dalej, może nieco na wyrost, „Moonraker Sailing Team”) zamierza ścigać się w regatach morskich w Polsce, a z czasem również spróbować swoich sił w regatach klasy J/80 za granicą. Odwiedzając tego bloga będziecie mogli dowiedzieć się z pierwszej ręki o naszych postępach (jeżeli takowe się pojawią).
Regaty rozpoczęcia sezonu o Puchar Komandora JKMW Kotwica
02 cze 2010 23:01, 0 komentarzyPierwszymi regatami w jakich wystartował Mąciwoda były regaty rozegrane 1 maja o Puchar Komandora JKMW Kotwica. Ich start zaplanowany została na redzie mariny Gdynia, a meta przy boi N7, czyli na redzie portu Gdańsk. Tak ustawiona „jednokierunkowa” trasa spowodowała, że wyścig nie był zbyt ciekawy. Dużym plusem regat była natomiast frekwencja. Na starcie stanęło w sumie 17 jachtów, w tym 12 w ORC i 5 w WWMW. Pojawiły się nawet jachty duże, oprócz Stoczni Ustka 3, także Nauticus i Kapitan II. Niestety było ich zbyt mało, aby mogły stworzyć osobną grupę, więc wszyscy pojechali razem.
Po dobrym starcie Mąciwoda wjechał na boję rozprowadzającą na drugiej pozycji, tuż przed Nauticusem, a za Stocznią Ustką 3, która zdecydowanie górowała prędkością (co nikogo nie powinno dziwić) nad pozostałymi łódkami. Po boi rozprowadzającej wszyscy ustawili się na kurs pełnym bejdewindem na N7 i tak już zostało do mety. Jadąc na halsie testowaliśmy różne ustawienia i obserwowaliśmy ich wpływ na prędkość. Metę minęliśmy jak czwarta łódka (po Stoczni Ustka 3, Nauticusie i Kapitanie II), czyli według kolejności jaka wynikałaby ze współczynników GPH w świadectwach. W klasyfikacji generalnej po przeliczeniu zajęliśmy miejsce siódme (bywało lepiej), a cały wyścig wygrał Pallas. Stocznia Ustka 3 padła ofiarą swojego przelicznika oraz nieskomplikowanej trasy i zajęła 4 miejsce.
Ogólnie regaty nie należały do zbyt udanych, nawet pod względem treningowym. Niewielka ilość manewrów, zero taktyki, „jednokierunkowa” trasa spowodowały, że z ulgą minęliśmy metę i wróciliśmy do Gdyni. Kolejne dwa dni spędziliśmy nieco bardziej owocnie na treningach manewrowych. Trudno mi się oprzeć wrażeniu, że długi weekend majowy został nieco zmarnowany regatowo. Jest to idealny czas do zorganizowania nieco dłuższych regat niż 2-3 godzinny wyścig po linii prostej.
Paweł
