Mąciwoda w akcji
Blog ten ma być zapisem wrażeń z żeglowania na s/y "MOONRAKER", w wolnym tłumaczeniu zwanym "MĄCIWODĄ". "MOONRAKER" to łódka międzynarodowej klasy J/80, zwodowana w roku 2009. Jej załoga (zwana dalej, może nieco na wyrost, „Moonraker Sailing Team”) zamierza ścigać się w regatach morskich w Polsce, a z czasem również spróbować swoich sił w regatach klasy J/80 za granicą. Odwiedzając tego bloga będziecie mogli dowiedzieć się z pierwszej ręki o naszych postępach (jeżeli takowe się pojawią).
MST na Błękitnej Wstędze Zatoki Gdańskiej
22 paź 2009 12:19, 5 komentarzyBłękitna Wstęga jest tradycyjnym wyścigiem rozgrywanym corocznie w pierwszą sobotę października. W tym roku odbyła się 58 edycja tych regat organizowanych przez Yacht Klub Stal Gdynia. Dla nas była to edycja szczególna ponieważ po raz pierwszy w regatach, i to nie tylko tych, wystartował „MOONRAKER”. Jak twierdzą organizatorzy niewiele brakło a regaty zostałyby odwołane. Na dwa dni przed regatami prognozy zapowiadały wiatr o sile 35 – 40 węzłów, co jednak na szczęście się nie potwierdziło.
Do regat zgłosiły się 42 jachty, które zostały podzielone zostały na 6 grup. „MOONRAKER” zakwalifikowany został do grupy 4 (jachty o długości do 9 m.), w której łącznie wystartowało 13 jednostek. Linia startu ustawiona został w okolicach mariny w Gdynia, a trasa regat biegła przez Sopot (boja przy sopockim molo), Gdańsk (boja N7), Sopot (znów molo) z metą przy główkach mariny Gdynia.
Nasza załoga w składzie Tomek, Kuba, Japa i autor nie miała zbyt wielu okazji, żeby potrenować przed regatami. Postanowiliśmy więc wyjść na wodę nieco wcześniej i zrobić kilka treningowych manewrów, tak aby się nie pozabijać w trakcie trwania wyścigu. Na szczęście chłopaki mają nieco pojęcia o żeglowaniu i jakoś udało nam się podzielić rolami na łódce.
Po niezłym starcie rozpoczęliśmy halsówkę w kierunku Sopotu. Udawało nam się utrzymać niezłą prędkość, a dodatkowo dzięki wykorzystaniu zmian wiatru wjechaliśmy na boję w Sopocie na całkiem dobrej pozycji. Kolejny odcinek to również jazda do wiatru w kierunku Gdańska. Piłując pod wiatr nie mogliśmy się doczekać kiedy wjedziemy na boję N7 i będziemy w końcu mogli odpalić nasze 65 m2 gennaker. Przy wietrze od 22 do 25 węzłów spodziewaliśmy się całkiem niezłej jazdy. Im bliżej boi tym bardziej adrenalina w nas buzowała. Kiedy byliśmy już całkiem blisko okazało się, że aby wrócić na boję pod Sopotem, po zwrocie będziemy musieli jechać jakieś 100-110 stopni do wiatru. Nie była to dobra wiadomość. Nasz gennaker jest dość głęboki i pełny dołem, przez co „wydaje” do max. 120-130 stopni. Krótka narada i decyzja: „Stawiamy! Najwyżej pojedziemy trochę w krzaki a potem się zrzuci!”. Jak pomyśleli tak zrobili.
Po postawieniu gennakera dostaliśmy niesamowitego kopa. Łódka momentalnie weszła w pełny ślizg i rozpoczęła się jazda z prędkością dochodzącą do 15,6 węzła. Z niepokojem obserwowaliśmy jak po chwili na trawersie zaczął pojawiać nam się Sopot. Ubolewaliśmy, że musimy zrzucić gennakera i podjechać w górę aby minąć boję. Pojawił się nawet pomysł: „Pieprzyć Sopot! Jedziemy do Gdyni!”, ale uczestnictwo w regatach narzuca jednak pewne obowiązki. Chcąc nie chcąc przystąpiliśmy do zrzucania. W trakcie manewru, w wyniku błędu (kłania się brak opływania), dół żagla wpadł nam do wody i zadziałał jak dryfkotwa. Momentalnie wypełnił się wodą i zaczął stawiać ogromny opór. W sytuacji gdy duża część żagla była już na pokładzie, mogło się to skończyć tylko jednym - rozdarciem żagla z głośnym trzaskiem. Krótkie oględziny potwierdziły nasze najgorsze przypuszczenia, że nie będziemy mieli gennakera na ostatnim etapie regat. Już na samym grocie i foku podjechaliśmy na boję przy sopockim molo i odłożyliśmy się na Gdynię. Ostatni odcinek jechaliśmy już na luzie myśląc, że regaty się dla nas skończyły. Z bólem serca obserwowaliśmy jak wyprzedza nas „Polled” i „Aquila”. Na metę wjechaliśmy tuż za „Aquilą” i w grupie 4 zajęliśmy 3 miejsce.
Po wyścigu zgodnie uznaliśmy, że powinniśmy byli się wstrzymać ze stawianiem gennakera do czasu minięcia boi pod Sopotem, jednak w ferworze walki zabrakło nam doświadczenia i/lub dojrzałości emocjonalnej. Była to niewątpliwie lekcja jaką zapamiętamy z Błękitnej Wstęgi anno domini 2009. Biorąc pod uwagę utratę szans na zwycięstwo w regatach i koszty naprawy żagla nauczyliśmy się tego „the hard way” i będziemy się starać aby nie powtórzyć podobnego błędu w przyszłości. To co jeszcze zapamiętamy z Błękitnej Wstęgi to niesamowita jazda od N7 do Sopotu. Mamy nadzieję, że takich momentów będzie więcej, czego i sobie, i Wam życzę. J
Ps. Wielki podziękowania dla Marka Gałkiewicza i ekipy Yacht Klubu Stal Gdynia za organizację regat, a w szczególności za zorganizowanie imprezy po ich zakończeniu.

Nie mniej jednak cieszymy się, że pojawiła się kolejna łódka zbliżona długością do naszej. Liczymy na częste spotkania na zatokowych regatach. Pozdrawiamy s/y Polled.
Teraz już wiesz dlaczego gennaker poszedł w górę tak szybko.
Następnym razem spróbujemy nie popełnić tego błędu. :)
My również mamy nadzieję na częste spotkania na regatach.
Trzymamy też kciuki, żeby takich łódek jak nasze pojawiało się jak najwięcej.
Pozdarwiam,
Paweł