Zona Urbana
Zona Urbana, kojarzy się w sposób nieoczywisty. Raz, że jakieś tam powiązania z nazwiskiem. Dwa, że niby żona. Nic z tego. To ma głębsze nieco konotacje rodem z Argentyny. A co to ma wspólnego z żeglarstwem? Może nic, a może jednak coś...
Bez końskiego łba w pościeli
03 sie 2009 01:10, 2 komentarzyCudy się zdarzajo i przekonywać o tym chiba nikogo nie trza. Tak się mnie trafiło, niczym ślipawej kokoszce ziaren garstka. Odbieram ja telefon niespodziewany zupełnie i słyszę ja wiceprezydenta. Łatwe to do przewidzenia fcale nie było, gdyż ponieważ zafrasowany byłem bólem głowy mym...
Pogrzeb w Szczecinie to poważna sprawa, szczególnie, że odbywał się podczas zacnych regat meczowych, co to na Odrze się odbywały kilka tygodni temu. A więc siedzę ja na mostku Morskiego Patrola (Patrolu?) i gadam w mikrofon jak natchniony. Dukam raczej w kontekście owego bólu, co to mi się pojawił jako konsekwencja grzebania. Ale nic to. Gadam ja, gadam i nagle telefon w kieszeni mej taniec rozpoczyna wibrujący, co to długo się wytrzymać nie da i tylko odebrać trzeba. Patrzę ja na wyświetlacz, co to w kolorze pokazuje kto się nękać odważył. Patrzę ja i wierzyć niechcemisie. Tomasz Holc to był. Sam. We własnej osobie. Propozycję złożył taką, iż od razu się zgodziłem, choć świadomy wszystkich tego konsekwencji to ja nie byłem nic a nic. A więc przy okazji nie rozgrywanych od dawien dawna mistrzostw Polski w klasie Star, Tomasz Holc właśnie w osobie własnej poszukiwał załoganta, którym to ja zgodziłem się być bez namysłu. Po namyśle duma mnie rozparła tym większa, iż czempionat ów szykuje się wydarzeniem szczególnym z racji kilku.
Dominik Życki, który to dziś, a może wczoraj raczej jeszcze, wygrał wraz z Mateuszem Kusznierewiczem inauguracyjny wyścig mistrzostw świata w klasie Star, dostarczył mi drogą poczty elektronicznej taką rozpiskę co i jak. Wkułem ją na pamięć, ale i tak dopiero Maciej Grabowski na sobotnim treningu zagłębił mnie w tajniki bycia załogantem na tej najstarszej klasie olimpijskiej. Trening odbył się w atmosferze przemiłej, przy wietrze delikatnym. Areną treningową były wybrzeża Gdyni. Cudnie było i coraz bardziej się przekonuję, iż Star jest klasą jaksiemaszwiktor i że nie ma gila we wsi. W czwartek szykuje się trening kolejny. A potem to już dopiero na mistrzostwach będę się uczył rzemiosła, co mnie artyście przychodzi z trudem wielkim o czym Sam Maciej zaświadczyć może.
zdrowia i przygód!
d.
ps. tytuł chciałbym jeszcze wyjaśnić. Pamiętacie taką scenę przejmującą z książki Mario Puzo "Ojciec Chrzestny", co to później została sfilmowana i uznana jednym z najlepszych filmów w historii kina? Otóż tam się przydarza pewnemu producentowi filmowemu, który to nie chciał wcale zatrudnić pewnego śpiewako-aktora w filmie, iż obudził się w nocy ze łbem swojej szkapy (nie naszej). Szkapa pod pościelą miała uświadomić, iż żartów nie ma. W moim przypadku również nie było, a i bez łba szczęśliwie się obyło. Propozycję ową przyjąłem bez wahania z uznaniem za szczęśie wyjątkowe. Z tego szczęścia dopakowałem ostatnio kilka kilogramów, bo brakuje nam trochę coby właściwie wybalastawać łódkę. Zobaczymy jak będzie!

A potem ja zadzwoniłem do darcza, niczego nieswiadom, składajac mu propozycje z rodzaju niemożliwych do odrzucenia, ze ma robic hosting Mistrzostw Polski Stara- pierwszych od ponad 30 lat- a ten mnie olał! Powiedział takisyn, ze ma lepsze propozycje i choc mnie lubi to mam spadac na drzewo.Ale bylem wku.. tzn zdenerwowany. Ale zaraz mi wyjasnil o co cho i niestety musialem sie zgodzic.
To byla lepsza propozycja.
Darczo. Zajedwabiscie, ze wystartowaliscie. Dzieki.